PIĄTA PŁEĆ – TRANSPŁCIOWI SZAMANI BISSU Z SULAWESI

 

Nie wiemy jakiej płci jest Bóg, więc żeby kontaktować się z pozaziemskim światem, trzeba być trochę mężczyzną, trochę kobietą – opowiada Wa Nani, który chociaż urodził się jako chłopiec, chłopcem wcale się nie czuł. W szkole miał więcej koleżanek niż kolegów, a każdą nową parę spodni rozpruwał i przerabiał na spódnicę. – Mój starszy brat surowo zabraniał mi zachowywać się jak dziewczyna. Złościł się ma mnie bo myślał, że jestem „zwykłym calabai” czyli transseksualistą. Ale ja, odkąd miałem ten sen, wiedziałem, że to bóg mnie takim stworzył – wspomina.

JAK ZOSTAĆ BISSU

Sen – objawienie, przychodzi tylko do calabai predestynowanych do bycia bissu. Pozostali to „zwykli” transseksualiści, których większość znajduje zatrudnienie w salonach fryzjersko kosmetycznych. – Każdy bissu był najpierw calabai, ale nie każdy calabai będzie bissu – podsumowuje Wa Nani. Ci wybrani mają zazwyczaj kolejne sny. Pojawiające się w nich duchy uczą ich świętego języka, modlitw i mantr. Na jawie natomiast, rytualnych tańców i obrzędów młodzi bissu uczą się od starszych. Po miesiącach nauki, przychodzi czas na ostatni, najtrudniejszy etap wtajemniczenia zwany irreba. Rytuał ten poprzedza przeważnie tygodniowy post, po którym przez kolejnych trzy do siedmiu dni bissu traktowani są jak zmarli: bez jedzenia, picia i bez ruchu muszą leżeć na twardej bambusowej macie owinięci białym całunem. Kąpiel w wodzie uświęconej kwiatem palmy kokosowej przywraca ich do życia. Ale jest to już inne, nowe życie, jako bissu.

Tak zostaje się bissu, jeśli biologicznie jest się chłopcem. Droga kobiet do bycia „piątą płcią” jest nieco inna. Kobiety mogą zostać bissu dopiero na starość, kiedy nie są już w pełni kobietami i są czyste – czyli nie menstruują. W odróżnieniu od bissu, którzy urodzili się jako mężczyźni, nie muszą przechodzić szkolenia, pobierać nauk od starszych, ani poddawać się rytuałowi irreba. Sam sen wystarcza.

ŚWIĘTY PŁUG

Połowa listopada. Codziennie, z coraz większą intensywnością, z nieba leją się hektolitry deszczu – zaczyna się pora deszczowa. Wkrótce pola wypełnią się wodą, a rolnicy posadzą młody ryż. Ale zanim to nastąpi, musi odbyć się Mappalili – doroczne święto, które ma zapewnić obfite plony i ochronę przed klęskami naturalnymi. Główne uroczystości, odprawiane przez bissu, koncentrować się będą wokół świętego pługu zwanego Arajang. Jego historia wiąże się z bugijskimi podaniami o początkach świata, zapisanymi w świętej księdze La Galio. Według nich bogowie górnego świata (nieba) postanowili wysłać na ziemię swojego syna, a dolnego (podziemi) – córkę. Młodzi przypadli sobie do gustu i wkrótce na świat przyszły ich dzieci – pierwsi ludzie, którym jednak życie na ziemi sprawiało spore trudności. Bogowie nieba postanowili więc wysłać im z pomocą bissu. To oni nauczyli ludzi pisać i czytać, zapoznali ich z medycyną, no i najważniejsze – pokazali jak uprawiać ziemię i podarowali pług. Dziś święty pług, może ten sam, a może inny, tego nikt już nie pamięta, przechowywany jest w tzw. Domu Arajang, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Makassaru.

POBUDKA

Siedzimy na tarasie Domu Arajang. W środku, ukryty za czerwoną kotarą, owinięty białym całunem jak lekką kołdrą, śpi już od roku święty pług. – Dzisiaj go obudzimy – tłumaczy krótko Wa Nani, który jako jeden z najważniejszych bissu musi najpierw poprosić duchy o zgodę. Gasi więc papierosa, prawie pustą paczkę odkłada na bok i wchodzi do środka. Tutaj, na bambusowym ołtarzu, tuż pod pługiem podwieszonym pod sufit, składa ofiary: liście betelu, orzechy areki, banany i kokosy. Przekupione w ten sposób duchy godzą się na rozpoczęcie uroczystości. Roczny sen Arajang dobiega końca. Czas na pobudkę!

Od teraz mistrzem ceremonii będzie Juleha, trzdziestoparolatek o pulchnej twarzy i wysokim, kobiecym głosie – aktualny duchowy przywódca bissu. Ubrany na biało, w białym turbanie na głowie wchodzi do Domu Arajang, siada przed świętym pługiem i rozpala kadzidła. Za nim, spowici półmrokiem i gęstym dymem palonych w kadzielnicy łupin kokosa, siedzą pozostali bissu, wszyscy ubrani na biało. Juleha rozpoczyna ceremonię – wyciąga przed siebie dłonie pełne ziaren prażonej kukurydzy, rozrzuca je wokół, a potem rytualnym sztyletem dotyka podłogi 4 razy, w czterech kierunkach świata. W ten sposób przywołuje duchy i prosi je o błogosławieństwo. Teraz, kierując ostrze w stronę pługu, wyśpiewuje starobugijską modlitwę w Torilangi – świętym języku bissu, a potem skinieniem głowy daje znak pozostałym, że obudzony pług mogą wynieść na zewnątrz, odwinąć przykurzony całun i obmyć drewno wodą.

TANIEC ZE SZTYLETAMI

Nadchodzi wieczór. Cichną meczety i dudnienie deszczu o blaszane dachy. Na tarasie Domu Arajang, wokół świętego pługu, zebrali się mieszkańcy pobliskich wiosek. Przyszli tu nie tyle dla pługu, co żeby zobaczyć bissu w rytualnym tańcu. A ci, za ścianą, jak za teatralną kurtyną, szykują się do występu. Wa Nani nakłada na twarz biały puder w kremie i rozprowadza go po skórze z wprawą profesjonalnego wizażysty. Oczy i brwi, chociaż wyraźnie zaznaczone permanentnym makijażem, poprawia czarną kredką, a usta karminową szminką. Inni bissu malują się podobnie, każdy sam, własnym zestawem kredek, szminek i cieni do powiek. Juleha, już w pełnym makijażu, zakłada ceremonialny strój z połyskujących tkanin obszytych złotymi nićmi, głowę dekoruje trójkątną, czerwoną chustą i bukietem sztucznych kwiatów. Wkrótce zakulisowe przygotowania dobiegają końca – zaczyna się „show”.

Bissu wychodzą na taras niczym aktorzy na scenę. Rozbrzmiewa gong, błyskają flesze telefonów komórkowych, muzycy biją w bębny. Najpierw powoli, jakby dla rozgrzewki, bissu tańczą wokół pługu z otwartymi wachlarzami w dłoniach. Subtelnymi, ale zdecydowanymi ruchami wymachują nimi to w górę, to w dół przez kilka okrążeń, by potem odłożyć je na bok i zastąpić masywnymi sztyletami. Rytm uderzeń w bębny przyspiesza, tak samo jak taniec bissu, którzy pogrążają się coraz głębiej w transie. Wa Nani, z ostrzem sztyletu przytkniętym do cienkiej skóry szyi obraca się wokół Arajang i wokół własnej osi. Obiema dłońmi naciska na rękojeść, próbuje wbić sztylet w krtań, wwiercić go w przełyk, ale na skórze nie pojawia się ani kropla krwi. W drugim końcu tarasu Wa Mata, drobniusieńki, starszy bissu o żylastych dłoniach i przejmująco chudej twarzy pada na ziemię. Ze sztyletem przyciśniętym do brzucha wije się po podłodze, obraca na bok, przyklęka i napiera całym ciężarem ciała na ostrze. Jego pokryte bielmem oczy wydają się nieobecne, a on sam nieświadom tego, co dzieje się wokół. W tym czasie Juleha, z twarzą spoconą od wysiłku, tupiąc, pcha ostrze sztyletu w środek otwartej dłoni. Ale ani on, ani żaden inny bissu, nie ma na skórze nawet najmniejszej rany, nie płynie ani kropla krwi. Podobno to znak, że bissu są we władaniu duchów, które chronią ich przed zranieniami. To także znak, że do Domu Arajang przybyły opiekuńcze bóstwa. Muzyka milknie nagle, a z nią okrzyki przerażonych i podekscytowanych zarazem widzów. Z nastaniem ciszy Bissu kończą taniec. Duchy, i zebrani w Domu Arajang indonezyjczycy, wracają do domów. Kładą się spać. Tylko święty pług, wybudzony z rocznego snu, będzie czuwał tej nocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *