INDONEZYJSKIE LASY W OGNIU

Indonezja płonie. W ogniu stoją Sumatra i Borneo, a także Papua Zachodnia. Zniszczeniu uległo już ponad 1,7 mln hektarów lasów i torfowisk. Zagrożone są pantery mgliste, niedźwiedzie malajskie, gibony, nosorożce i tygrysy sumatrzańskie. Aż jedna trzecia populacji orangutanów znajduje się niebezpieczeństwie spowodowanym pożarami. Z prośbą o pomoc w gaszeniu pożarów prezydent Joko Widodo zwrócił się do Singapuru, Japonii, Malezji i Rosji. Póki co walka z żywiołem jest nieskuteczna, a jedyne co mogłoby pomóc, to ulewne deszcze. Niestety nadejście pory deszczowej znacznie się opóźnia.

Pożary w Indonezji trwają już kilka miesięcy. Ich ofiarami padają coraz częściej ludzie. Oficjalne statystyki podają 19 ofiar śmiertelnych i ponad pół miliona osób cierpiących z powodu chorób dróg oddechowych spowodowanych szkodliwymi gazami. W rzeczywistości ofiar może być znacznie więcej. Żyjących w izolacji plemion Papui czy Borneo statystyki mogą nie obejmować w ogóle. Ich wioski położone są w głębi lądu, a oni sami nie figurują w oficjalnych statystykach.

Oprócz ognia, największym zagrożeniem dla ludzi i zwierząt są tlące się torfowiska. To właśnie podczas pożarów torfowisk do atmosfery trafia największa ilość szkodliwych gazów: metanu, tlenku węgla (czadu) i ozonu. Szacuje się, że płonące torfowiska generują dwustu krotnie więcej gazów cieplarnianych niż pożary innych typów gleby. Płonąca Indonezja wydziela obecnie więcej dwutlenku węgla niż gospodarka Stanów Zjednoczonych, a tylko trzy tygodnie wystarczają, żeby w atmosferze znalazło się więcej szkodliwych gazów, niż w całych Niemczech w ciągu roku.

Pożary w Indonezji, coraz częściej określane jako największa katastrofa ekologiczna świata XXI wieku, to wypadowa kilku czynników. Jednym z nich jest zdecydowanie krótkowzroczna gospodarka leśna kraju. Ogromne połacie bagien i torfowisk zostały osuszone, a hektary lasów są wycinane lub wypalane  pod plantacje m.in. palm olejowych. Drapieżna rywalizacja producentów oleju palmowego o nowe obszary uprane i globalny wzrost popytu na tani olej palmowy prowadzą do kurczenia się lasów tropikalnych w zastraszającym tempie. Śmierć w płomieniach, zaczadzenie, choroby, ginące zwierzęta. Informacje z Indonezji, wciśnięte gdzieś pomiędzy migawki z obchodów Halloween, a sport, wyciskają empatię, której starcza może do ‘pogody’, albo bloku reklamowego. Potem wracamy do spraw zlokalizowanych trochę bliżej: kampanie, wybory, problem uchodźców, mecz o awans do Mistrzost Europy, sukcesy tenisistek. Kłopoty w Azji wydają się na tym tle tak dalekie jak ona sama, a dzielące nas od niej tysiące kilometrów dystansują tamtejsze problemy. Tyle tylko, że tamte problemy już dawno przestały dotyczyć tylko ‘ich’.

Osiedlowy sklepik na warszawskim Mokotowie. Postanawiam przeprowadzić małe śledztwo. Poszukiwany: olej palmowy. Biorę pierwszą z brzegu margarynę – Optima Omega3, która ‘wspiera zdrowie serca’ jak reklamuje producent na opakowaniu. W składzie olej palmowy, ten sam, którego produkcja przyczynia się do degradacji środowiska, pożarów lasów tropikalnych, śmierci ludzi i zwierząt. Obok na półce kilkanaście innych margaryn. Sprawdzam kolejną o wdzięcznej nazwie ‘Smakowita’. Smak palmy olejowej wycieka ze składu wytłoczonego na opakowaniu. Przechodzę na dział ze słodyczami. Snickers, Mars, wedlowskie Wafelki z kremem orzechowym, Pieguski Milki, Oreo, Jeżyki, Michałki z Wawelu. W składzie ich wszystkich olej palmowy. Użyto go też do produkcji batoników Kinder Chocolate, z opakowania których uśmiecha się buzia białego, szczęśliwego chłopca, bo, jak informuje na rewersie opakowania producent: ‘spełnia marzenia najmłodszych, inspirując i dając motywacje do działania’. Zainspirowana przechodzę na dział, po którym spodziewam się najgorszego: chipsy. Zaczynam od Wiejskich Ziemniaczków ‘naturalnie z polskiej wsi’. A w składzie olej palmowy (wskażcie mi wieś w Polsce proszę, gdzie rosną palmy, bo może ja po prostu się nie znam). Wiejskie Ziemniaczki i cała seria chipsów z tej linii, podobnie jak Crunchips bronią się jednak informacją o wykorzystaniu oleju palmowego z plantacji zrównoważonych. Lay’s już się nie broni, ani Lajkoniki, chociaż smak, mimo oleju palmowego, mają ponoć ‘legendarny’.

Tani olej palmowy zdominował przemysł spożywczy. Światowe koncerny i polskie firmy idą ramię w ramię. Spośród tysięcy produktów naprawdę trudno znaleźć te, które nie zawierają tłuszczu z palmy olejowej. Czy więc w ogóle ma sens przeczesywanie sklepowych półek w poszukiwaniu artykułów wolnych od oleju palmowego? Czy pojedyncze konsumenckie wybory mogą przynieść jakikolwiek rezultat? Okazuje się, że bojkot koncernów spożywczych wykorzystujących składniki pochodzące od producentów działających niezgodnie z prawem, może przynieść rezultat. Najlepszym przykładem może być kampania Greenpeace wytoczona w 2010 roku przeciwko koncernowi Nestle – największemu wówczas odbiorcy oleju palmowego od indonezyjskiego producenta Sinar Mas, odpowiedzialnego za nielegalną wycinkę lasów. Na potrzeby walki z koncernem wyprodukowano reklamę wzorowaną na kampanii wafelków kitekat – jednego z wielu produktów Nestle zawierających olej palmowy. W materiale filmowym, zamiast wafelków, opakowanie kitekat zawiera odcięte palce orangutana. Film został umieszczony na portalu społecznościowym koncernu i natychmiast wywołała burzę. (Spot skierowaną przeciwko Nestle możecie zobaczyć TUTAJ). Konsumenci, poruszeni anty-reklamą Greenpeace atakowali stronę koncernu i domagali się natychmiastowej reakcji, a w dalszej perspektywie, zmiany polityki. I tak też się stało. W maju 2010 roku koncern Nestle zapowiedział zerwanie umów z dostawcami, którzy produkują olej palmowy w sposób negatywnie wpływający na środowisko naturalne. Z czasem zmiany poszły znacznie dalej. W 2012 francuski senat uchwalił ustawę, która podniosła wysokość podatku na wszystkie produkty zawierające olej palmowy o 300 procent.

Podobno na Borneo zaczyna padać. Natura będzie musiała poradzić sobie sama z żywiołem, który człowiekowi znów wymknął się spod kontroli.  W dłuższej perspektywie mogą jej pomóc świadome wybory konsumenckie. Powoli zaczynam się ich uczyć.

Ginący gatunek. fot. Norbert Wojtokas
KSK_1900 KSK_1745 KSK_1817

6 Comments on “INDONEZYJSKIE LASY W OGNIU

  1. Człowiek to najgorszy gatunek jaki żyje na tej planecie, wstyd mi czasami, że jestem człowiekiem… sama świadomie kupuję ale kiedy widzę co kupują inni krew mnie zalewa. Miejmy nadzieję, że coś się zmieni ludziom w głowach i Ziemia wyjdzie na prostą choć szczerze w to wątpię.
    I tyle zagrożonych gatunków… łzy same ciekną.

    • Z pewnością nie kompleksowy, bo temat jest rozległy. Zależało mi jednak, żeby pokazać, że to nie tylko sprawa wewnętrzna Indonezji i że każdy z nas, poprzez swoje wybory, ma wpływ na tę sytuację.

  2. Dzień dobry, opublikowałam Pani artykuł na stronie grupy Nie kupuje oleju palmowego na Facebooku. Zapraszam do polubienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *